Przebaczenie…

Pewien dobry, aczkolwiek słaby chrześcijanin spowiadał się, jak zwykle, u swojego proboszcza. Jego spowiedzi przypominały zepsutą płytę: zawsze te same uchybienia, a przede wszystkim ten sam poważny grzech. Koniec tego! powiedział mu pewnego dnia zdecydowanym tonem proboszcz. Nie możesz żartować sobie z Boga. Naprawdę ostatni już raz rozgrzeszam cię z tego przewinienia. Pamiętaj o tym! Ale po piętnastu dniach człowiek znów przyszedł do spowiedzi wyznając ten sam grzech. Spowiednik naprawdę stracił cierpliwość: Uprzedzałem cię, że nie dam ci rozgrzeszenia. Tylko w ten sposób się nauczysz… Poniżony i zawstydzony mężczyzna podniósł się z klęczek. Dokładnie nad konfesjonałem, zawieszony był na ścianie wielki, gipsowy krzyż. Człowiek wzniósł nań swe spojrzenie. I właśnie w tym momencie gipsowy Chrystus z krzyża ożywił się, podniósł swoje ramię i uczynił znak przebaczenia: – Rozgrzeszam cię z twojej winy… Każdy z nas związany jest z Bogiem, pewną nitką. Kiedy popełniamy grzech, ta nić się przerywa. Ale kiedy ubolewamy nad naszą winą – Bóg zawiązuje na nitce supełek i w ten sposób staję się ona krótsza. Przebaczenie zbliża nas do Boga…  
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Pustynne źródło…

Pośród piasków bezkresnej Wielkiej Pustyni żyły dwa plemiona ludzi. Obydwa prowadziły koczowniczy tryb życia i stale podróżowały przez piaski, z jednej oazy do drugiej. Pomimo, że obydwa plemiona uważały się za koczowników, nie było to ich wyborem. Wynikało to z tego, że każda oaza była bardzo delikatnym ekosystemem, gdyż zasoby wody w każdej z nich były ograniczone. Z tego powodu zamiast mieszkać w oazie, aż zupełnie wyschnie, zginie i przestanie spełniać swoją funkcję, mądrzy koczownicy przenosili się zawczasu w inne miejsce. Jednakże, było wielkim marzeniem każdego z tych plemion, odnaleźć oazę która mogłaby stać się domem na wiele lat, bez niebezpieczeństwa wyczerpania wodnych zasobów. Któregoś dnia, plemię które uważało się za najstarsze, natrafiło na oazę wystarczająco dużą aby pomieściła tysiąc plemion, pełną wysokich drzew owocowych, w której kolorowe ptaki śpiewały wesoło wśród zieleni i zwierzęta spokojnie odpoczywały w cieniu drzew. Pośrodku tej oazy biło głębokie źródło krystalicznie czystej wody. Gdy sułtan plemienia przybył do tego klejnotu pustyni, wiedział, że musi być to ta oaza o której słyszał w legendach. Kiedy jego ludzie założyli obóz, sułtan udał się do źródła aby wyrazić swoją wdzięczność za taki dar od losu. Nagle ze źródła rozległ się głos który powiedział: „Witam serdecznie ciebie i wszystkich twoich ludzi. To miejsce jest dla was i dla każdego innego człowieka, jak również dla każdego żywego stworzenia, które pragnie uniknąć zabójczego gorąca i napić się do syta mojej wody. Niezależnie od tego ile stworzeń będzie chciało skorzystać z mojej wody, nigdy nie obawiaj się utraty moich zasobów, gdyż są one nieskończone. Pamiętaj o tym i bądź zawsze hojny w dzieleniu się tym co oferuję.” Gdy głos płynący ze źródła zamilkł, sułtan poszedł do swoich ludzi i opowiedział im o instrukcjach ze źródła. W jego obozie zapanowała wielka radość. Sułtan wysłał posłańców na pustynię aby zaprosili drugie plemię do korzystania z dobrodziejstw oazy. Kiedy drugie plemię przyjechało, obydwa obozy zaczęły fetować a obaj przywódcy pili z tych samych misek wodę ze źródła. Lata mijały i populacja obydwu plemion znacznie się zwiększyła. Obydwaj przywódcy dawno odeszli i na ich miejsce zostali wybrani nowi. Mimo, że więcej ludzi piło teraz wodę ze źródła, jego wody wcale nie wydawały się zanikać. Wszyscy korzystali do woli z naturalnego bogactwa. Jednak któregoś dnia, książę przybył z gorącej, gniewnej pustyni aby odpocząć w obozie pierwszego plemienia. Książę pojechał do domu swojego ojca, nowego sułtana, i opowiedział mu o tym, że odkrył istnienie nowego plemienia, wciąż znajdującego się bardzo daleko w pustyni, ale wędrującego w ich stronę. Sułtan powiedział, że nie widzi żadnego problemu, ponieważ wciąż pamiętał o obietnicy jaką źródło złożyło jego ojcu. Młody książę odpowiedział, że stary sułtan był bardzo długo na słońcu gdy twierdził, że słyszał jak źródło mówiło. Czy mogli ryzykować przyszłość własnych ludzi bazując na czymś co mogło być majaczeniem starego człowieka? Jeśli źródło nie było wieczne, i jeśli obydwa plemiona będą nadal się powiększać to wcześniej czy później zupełnie wyschnie. Teraz, gdy zbliża się do nich jeszcze jedno plemię, i jeśli nierozsądnie będą się dzielić pozostałą w źródle wodą, jej wyczerpanie nastąpi znacznie szybciej. Po tym jak książę porozmawiał z ojcem, zabrał go na pobliską wydmę, i w promieniach bezlitosnego słońca patrzyli na bezkresną pustynię. Błagał tam nowego sułtana aby nie poświęcał swoich ludzi i nie wysyłał ich na pastwę pustyni. Tak jak woda wsiąka w piasek, tak słowa księcia wsiąknęły w umysł sułtana, obawiał się, że tułanie się po pustyni będzie ich przyszłością. Przygnieciony ciężarem strachu, zebrał swoich żołnierzy i uderzył z nimi na drugie plemię, które wspólnie z nimi mieszkało w oazie. Wiele krwi wsiąkło w piasek zanim drugie plemię zostało zmuszone do opuszczenia oazy. Uciekli w odmęty piaskowego oceanu, obiecując powrócić i odebrać oazę zdrajcom. Kiedy nowe plemię przybyło do oazy poprosiło o schronienie przed słońcem i również zostało zaatakowane i wygnane z powrotem w pustynię. Jednakże, pierwsze plemię nie cieszyło się cieniem oazy zbyt długo, gdyż pozostałe dwa, w swojej nienawiści, połączyły się. Po rozlewie jeszcze większej ilości krwi wygnali pierwsze plemię z pustynnego raju. Niedługa dwa plemiona wytrzymały obok siebie w oazie. Ponieważ, przybyły w nienawiści, wciąż tkwiły w jej okowach. Pamiętając, że zostało zdradzone, drugie plemię bało się tego samego ze strony trzeciego. Z tego powodu, zanim to trzecie mogło zaatakować, drugie wygnało je z oazy. W ten właśnie sposób, rok po roku, dekada po dekadzie i wiek po wieku sprawy się miały: jedno plemię broniące oazy przed innymi wygnanymi w pustynię. Wygnane plemiona spiskujące razem i nienawidzące w promieniach palącego słońca. Przez cały ten czas, gdy krew ludzka znikała w piasku a ich krzyki rozpaczy były porywane przez wiatr, chłodne wody źródła nawet przez chwilę nie przestały płynąć…
Autor: Nieznany


Przygoda na pustyni…

Pewien człowiek zabłądził na pustyni i od dwóch dni wędrował wśród nie kończących się, rozgrzanych słońcem piachów. Był już u kresu sił. Niespodziewanie ujrzał przed sobą sprzedawcę krawatów. Nie miał on przy sobie nic innego jedynie mnóstwo krawatów. I natychmiast próbował sprzedać jeden z nich człowiekowi umierającemu z pragnienia. Wyczerpanemu i spragnionemu wędrowcy handlarz wydał się szalony: Czyż ktoś przy zdrowych zmysłach próbowałby sprzedać krawat człowiekowi łaknącemu jedynie wody? Sprzedawca wzruszył obojętnie ramionami i ruszył w dalszą drogę. Przed zapadnięciem zmroku znużony wędrowiec, już z wielkim trudem poruszający zbolałymi nogami, uniósł głowę i osłupiał: znajdował się przed elegancką restauracją, obok której stał szereg samochodów! Budynek był okazały, a dookoła niego rozciągała się pustynia. Z trudem dowlókł się do drzwi restauracji i prawie mdlejąc z pragnienia wyszeptał: Litości, wody! Przykro mi, proszę pana rzekł ze współczuciem uprzejmy szwajcar nie przyjmujemy gości bez krawatów…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Bryła lodu…

Istniały kiedyś dwie bryły lodu. Powstały w czasie długiej zimy, w grocie utworzonej z pni, kamieni, krzewów, pośród lasu na stokach góry. Leżały naprzeciwko siebie z ostentacyjną obojętnością. Ich stosunki cechowała pewna oziębłość. Czasami jakieś „dzień dobry”, czasami „dobry wieczór”. Nic ponadto. Nie potrafiły „przełamać lodów”. Każda bryła myślała o drugiej: „Mogłaby chociaż wyjść mi naprzeciw”. Bryły jednak nie mogą samodzielnie wędrować. Z tego powodu nic się nie działo i każda bryła lodu zamykała się jeszcze bardziej w sobie. W grocie mieszkał borsuk. Pewnego dnia stwierdził: Szkoda, że musicie być tutaj. Jest wspaniały, słoneczny dzień! Dwie bryły lodu zatrzeszczały ponuro. Od maleńkości wiedziały, że słońce stanowi dla nich wielkie niebezpieczeństwo. Tym razem, o dziwo, jedna z dwóch brył zapytała. Jak wygląda słońce? Jest cudowne… Jest życiem… odpowiedział zaambarasowany borsuk. Czy mógłbyś zrobić szparę w sklepieniu tej nory? Chciałabym zobaczyć słońce… wyznała bryła lodu. Borsuk nie kazał sobie powtórzyć tego dwa razy. Zrobił dziurę w gmatwaninie korzeni i ciepłe, mile światło słoneczne wdarło się niczym złocisty promień. Po kilku miesiącach, w południe, gdy słońce rozgrzewało powietrze, jedna z brył poczuła, że trochę się topi i rozpuszczając się, stawała się przejrzystym strumykiem wody. Czuła się inaczej, nie była już tą dawną bryłą lodową. Druga bryła również zrobiła to cudowne odkrycie. Dzień po dniu, z dwóch brył lodu wypływały dwa strumyki wody, które kierowały się ku wejściu do groty. Po pewnym czasie połączyły się razem, tworząc przejrzyste jeziorko, w którym odbijało się niebo. Dwie bryły lodu odczuwały jeszcze zimno, ale odkryły również swą kruchość i samotność oraz troskę i niepewność. Zdały sobie sprawę, że są podobnie zbudowane, i że w rzeczywistości potrzebują jedna drugiej. Przyleciały dwa szczygiełki ze skowronkiem i napiły się wody. Owady brzęczały wokół jeziorka, wiewiórka o długim, puszystym ogonie wykąpała się w nim. Wśród tej radości odbijały się dwie bryły lodu, które teraz odnalazły serce…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Dobry powód…

„Czy przypadkiem nie zostawiłam u pana parasolki?” zapytała mnie kobieta mieszkająca w sąsiedztwie. Kilka dni wcześniej złożyła mi ona krótką wizytę. „Owszem” odparłem. Podziękowała mi serdecznie, a potem z uśmiechem dodała: „Pan to przynajmniej jest uczciwy! Pytałam już chyba tuzin osób, czy zostawiłam u nich tę parasolkę i każdy odpowiadał, że nie!”…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Jak Bóg stworzył Mamę…

Dobry Bóg zdecydował, że stworzy. Matkę. Męczył się z tym już od sześciu dni, kiedy pojawił się przed Nim anioł i zapytał: – To na nią tracisz tak dużo czasu, tak? Bóg rzekł: – Owszem, ale czy przeczytałeś dokładnie to zarządzenie? Posłuchaj, ona musi nadawać się do mycia prania, lecz nie może być z plastiku… powinna składać się ze stu osiemdziesięciu części, z których każda musi być wymienialna… żywić się kawą i resztkami jedzenia z poprzedniego dnia… umieć pocałować w taki sposób, by wyleczyć wszystko – od bolącej skaleczonej nogi aż po złamane serce… no i musi mieć do pracy sześć par rąk. Anioł z niedowierzaniem potrząsnął głową: – Sześć par? – Tak! Ale cała trudność nie polega na rękach. – rzekł dobry Bóg – Najbardziej skomplikowane są trzy pary oczu, które musi posiadać mama. – Tak dużo? Bóg przytaknął: – Jedna para, by widzieć wszystko przez zamknięte drzwi, zamiast pytać: „Dzieci, co tam wyprawiacie?”. Druga para ma być umieszczona z tyłu głowy, aby mogła widzieć to, czego nie powinna oglądać, ale o czym koniecznie musi wiedzieć. I jeszcze jedna para, żeby po kryjomu przesłać spojrzenie synowi, który wpadł w tarapaty: „Rozumiem to i kocham cię”. – Panie – rzekł anioł, kładąc Boga rękę na ramieniu – połóż się spać. Jutro też jest dzień. – Nie mogę odparł Bóg a zresztą już prawie skończyłem. Udało mi się osiągnąć to, że sama zdrowieje, jeśli jest chora, że potrafi przygotować sobotnio-niedzielny obiad na sześć osób z pół kilograma mielonego misa oraz jest w stanie utrzyma pod prysznicem dziewięcioletniego chłopca. Anioł powoli obszedł ze wszystkich stron model matki, przyglądając mu się uważnie, a potem westchnął: – Jest zbyt delikatna. – Ale za to jaka odporna! – rzekł z zapałem Pan. – Zupełnie nie masz pojęcia o tym, co potrafi osiągnąć lub wytrzymać taka jedna mama. – Czy umie myśleć? – Nie tylko. Potrafi także zrobić najlepszy użytek z szarych komórek oraz dochodzić do kompromisów. Anioł pokiwał głową, podszedł do modelu matki przesunął palcem po jego policzku. – Tutaj coś przecieka – stwierdził. – Nic tutaj nie przecieka – uciął krótko Pan. – To łza. – A do czego to służy? – Wyraża radość, smutek, rozczarowanie, ból, samotność i dumę. – Jesteś genialny! – zawołał anioł. – Prawdę mówiąc, to nie ja umieściłem tutaj tę łzę – melancholijnie westchnął Bóg…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Łańcuch i grzebień…

W pewnym zakątku świata żyło kiedyś dwoje małżonków, których miłość nie przestawała rosnąć od pierwszego dnia ich ślubu. Byli bardzo ubodzy i wiedzieli, że każdy z nich nosił w swoim sercu niezaspokojone pragnienie: on miał w swojej kieszeni złoty zegarek, który otrzymał od swojego ojca. Z całego serca marzył o złotym łańcuszku. Ona posiadała długie, piękne i jasne włosy, a marzyła o perłowym grzebieniu, którym, niby diademem, mogłaby je ozdabiać. Z biegiem lat mężczyzna coraz bardziej marzył o grzebieniu, kobieta natomiast robiła wszystko, aby móc zdobyć dla męża złoty łańcuszek. Od długiego czasu wcale o nich nie rozmawiali, ale ich serca nie przestawały myśleć o tym ukrytym marzeniu. Rano w dziesiątą rocznice ich ślubu, małżonek spostrzegł zbliżającą się w jego stronę uśmiechniętą żonę. Jej głowa była pięknie ostrzyżona i nie posiadała już swoich lśniących i długich włosów. Co z nimi zrobiłaś, kochana? zapytał pełen zdziwienia. Żona otworzyła swoje ręce, w których migotał złoty łańcuszek. Sprzedałam je, aby móc kupić złoty łańcuszek do twojego zegarka. Ach, kochanie, co ty zrobiłaś? powiedział mężczyzna, otwierając dłonie, w których trzymał cudowny perłowy grzebień. Ja właśnie sprzedałem zegarek, aby ci móc kupić grzebień. I tak, wpadli sobie w objęcia, szczęśliwi z tego, że mają siebie nawzajem…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Sukces…

Na pokładzie pewnego statku płynącego do Stanów Zjednoczonych wracał pewien misjonarz, który spędził wiele lat w Chinach oraz znany śpiewak, który był tam tylko dwa tygodnie. Kiedy dopłynęli do Nowego Jorku, misjonarz ujrzał wielki tłum wielbicieli oczekujących powrotu śpiewaka. Panie, nie pojmuję tego mruknął rozgoryczony nieco. Poświęciłem Chinom czterdzieści dwa lata mojego życia, a on tam był tylko przez dwa tygodnie i jego witają serdecznie w domu tysiące ludzi, a na mnie nie czeka absolutnie nikt. Pan odpowiedział: Synu, skąd ta gorycz? Przecież nie jesteś jeszcze w domu…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Przejazdem…

Któregoś dnia turysta odwiedził słynnego rabina. Zadziwił go niesłychanie widok domu rabina, wszystkie pokoje wypełniały jedynie książki, całe umeblowanie stanowił stół i krzesło. Rabbi, gdzie są twoje meble? spytał turysta. A gdzie są twoje? zareplikował rabin. Moje? Ależ ja jestem tutaj jedynie przejazdem! Ja także odparł rabin…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Puste krzesło…

Pewien stary człowiek poważnie zachorował. Jego proboszcz przyszedł go odwiedzić. Kiedy tylko wszedł do pokoju chorego, od razu postrzegł puste krzesło, ustawione obok łóżka chorego. Ksiądz zapytał, dlaczego stoi właśnie tutaj. Stary mężczyzna odpowiedział z uśmiechem: – Wyobrażałem sobie, że na tym krześle siedzi Jezus i zanim ksiądz przyszedł, rozmawiałem z Nim… Przez długie lata uważałem modlitwę za coś bardzo trudnego, aż pewien mój przyjaciel powiedział, że modlitwa to rozmowa z Jezusem. I teraz wyobrażam sobie Jezusa siedzącego naprzeciw mnie na krześle, mówię do Niego i słucham, co On mi odpowiada. Nie mam już żadnych trudności z modlitwą. Kilka dni później córka chorego przyszła do proboszcza z wiadomością, że jej ojciec umarł. Powiedziała: – Zostawiłam go samego tylko na dwie godziny. Kiedy po powrocie weszłam do pokoju, znalazłam go martwego. Głowę miał opartą o puste krzesło, które zawsze kazał ustawiać obok swego łóżka…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Sąd ostateczny…

Po wypełnieniu prostego i pogodnego życia zmarła pewna kobieta i znalazła się natychmiast w długiej i uporządkowanej procesji osób, które przesuwały się powoli w stronę Najwyższego Sędziego. Przesunąwszy się do połowy kolejki coraz bardziej przysłuchiwała się słowom Boga. Słyszała jak Bóg mówił do kogoś: Ty, co pomogłeś, kiedy miałem wypadek na drodze i zawiozłeś mnie do szpitala, wstąp do mojego Raju. Potem mówił do kogoś innego: Ty, co bez żadnego zysku pożyczyłeś wdowie pieniądze, wstąp, aby otrzymać wieczną nagrodę. A potem znów: Ty, który wykonywałeś bezpłatnie bardzo skomplikowane operacje chirurgiczne, pomagając mi przynosić wielu ludziom nadzieję, wstąp do mego Królestwa. I tak dalej. Uboga kobieta przeraziła się bardzo, bowiem choć wysilała się jak tylko mogła nie była w stanie przypomnieć sobie żadnego szczególnego dokonania czy czynu w swoim życiu. Przepuściła nawet kolejkę, by mieć więcej czasu na penetrowanie swojej pamięci, ale nie wymyśliła niczego ważnego. Pewien uśmiechnięty ale stanowczy anioł nie pozwolił jej ponownie przepuścić długiej kolejki. Z bijącym sercem i z wielkim strachem dotarła przed oblicze Boga. Ogarnął ją natychmiast swoim uśmiechem. Ty, która prasowałaś wszystkie moje koszule…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin


Niebiański sklep…

Pewnemu chłopcu śniło się, że wszedł do ogromnego sklepu, w którym za ladą stał anioł. – Co tutaj sprzedajecie? – zapytał chłopiec. – Wszystko, czego pan sobie życzy – odparł uprzejmie anioł. Chłopiec zaczął wymieniać: – Chciałbym zakończenia wszystkich wojen na całym świecie, więcej sprawiedliwości dla wykorzystywanych, tolerancji i życzliwości dla obcych, więcej miłości w rodzinach, pracy dla bezrobotnych, głębszego poczucia wspólnoty w Kościele i… i… Anioł przerwał: – Przykro mi, proszę pana, ale widocznie źle mnie pan zrozumiał. My nie sprzedajemy owoców, lecz jedynie nasiona…
Autor: Bruno Ferrero – Salezjanin



Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

« »